Jak wymawiać słowo Ojczyzna

Od kilku dni nie daje mi spokoju Narodowe Święto Niepodległości.
11 listopada w drodze do naszego powiatowego miasta przejeżdżałem przez kilka wiosek mazurskich. Naliczyłem dwie flagi. Gdzieś tam sołtys wywiesił od frontu i szkolny pedel (prawdopodobnie) – zatknął z boku kotłowni podstawówki. Dwie inne miejscowości – gdzie nie widać było budynków użyteczności publicznej – pozbawione „symbolicznej bieli śniegu i czerwieni patriotycznego żaru” (to cytat z internetowego scenariusza obchodów przeznaczonego dla nauczycieli …).

Powiat przywitał mnie atmosferą podobną do tej z dnia ogłoszenia stanu wojennego. Różnicę stanowiły brak mrozu i wielość flag narodowych. Wszędzie zgrupowania policji i wojska, zatarasowane przejazdy przez główne ulice i bardzo nieliczni przechodnie przemykający pod ścianami budynków.
W naszym mieście głównym miejscem obchodzenia czegokolwiek (może to być napisany –niezależnie od wyniku – egzamin maturalny, dzień ślubu, Dzień Weterana albo święto narodowe) jest maleńki skwerek z Pomnikiem Orła Białego. Nic więc dziwnego, że obok postawiono wartę honorową i do niego zmierzał uroczysty pochód w kilkusetmetrowym przemarszu z reprezentacyjnego placu.
W poprzednich latach miejscowe media toczyły zażartą dyskusję czy orkiestra miejska powinna być częścią pochodu, a jeśli tak, to czy patriotyczną była odmowa kierownika orkiestry wobec oferty nieodpłatnego uświetniania uroczystości. Wiele miejsca w polemikach poświęcano budowaniu pozytywnego przykładu dla młodzieży.
Tego roku orkiestra była. Były też niemałe zastępy czirliderek w białych botkach i mikrospódniczkach. Nie zabrakło oczywiście reprezentantów wojsk i policji – zarówno tych pozostających jeszcze przez chwilę w czynnej służbie, jak i starych emerytów z niemałym trudem niosących sztandary. Prawdopodobne, że gdzieś między sztandarami szły jakieś Władze (choć nie zwróciły mojej uwagi szczególnie godnym wyglądem). I na tym koniec. „Zwykli” mieszkańcy nie uczestniczyli. Nie uczestniczyli ani w pochodzie ani w oglądaniu pochodu. Podejrzewam, że młodzi emeryci mundurowi byli na rybach lub zbierali w lesie „zielonki”.

Surrealistyczny obraz przemarszu wymarłymi ulicami pod Pomnik Orła Białego (który notabene jest czarny) mnogości „służb”, w towarzystwie dzierlatek i płatnej służbowej orkiestry dętej . Wszystko razem ochraniane przed bliżej nieokreślonymi nieporządkami społecznymi przez masy funkcjonariuszy.

Na początku wydawało mi się, że rzecz w Mazurach, które w końcu tak jak nigdy niepodległości nie utraciły to nigdy jej nie odzyskały, więc niby jak mają czuć, że coś świętują.

Następnego dnia z pewnym Szwedem jedliśmy obiad. Narzekał na sparaliżowaną Świętem Warszawę ale chwalił powszechność wywieszania flag narodowych i chciał zrozumieć o co tu chodziło. Towarzyszący nam „dobrze wykształcony” młody człowiek rozpoczął krótką lekcję historii Polski. Trochę o Królu Mieszku I, coś o trzystu latach rozbiorów, a i o odzyskaniu niepodległości przez Wałęsę również było. Nie prostowałem zanadto, bo po co kogoś zawstydzać, a i dla Szweda w końcu nie ma znaczenia czy Mieszko nosił koronę książęcą czy królewską albo czy w TĘ niepodległość zaplątany był ten czy tamten wąsaty Polak. Trzysta czy sto trzydzieści to też bez różnicy bo przecież w końcu chodzi o stracone pokolenia, a nie o cyfry.

Wczoraj na facebooku wpadła mi w oko jakaś dyskusja prowadzona w gronie – o ile zrozumiałem – młodych polskich elit artystyczno-kulturalnych. Kilkakrotnie w wymianie zdań na poważne skądinąd tematy padały konkluzje „szkoda, że Polska to nie Czechy”, „a w Stanach to by …” itp.

Przyznam, że wprost nie wiem jak to wszystko podsumować. Posłużę się więc cytatem z aktualnych internetowych materiałów edukacyjnych dla nauczycieli, instruujących o znaczeniu wymawiania słowa Ojczyzna.

„Słowo Ojczyzna nie należy wymawiać zbyt często, ani zbyt szybko,
aby nie zatraciło sensu powierzonego przez przodków. Lepiej słowo to
po prostu zawinąć w płótno i położyć na dno rodzinnej szkatuły, pomiędzy fotografie.
Słowo Ojczyzna należy wydobywać na przykład na Święto Zmarłych lub
Święto Zmartwychwstania i kłaść na białym obrusie.”

Aaaaaaaaaaaaaaaaaa… !!!

Dla poprawienia humoru poniżej fotka z 1937 lub 1938 (tylko przez te dwa lata obchodzono 11 listopada przed 1989 r), na której mój dziadek ze strony matki niesie sztandar przemysłowców Warszawy.

One Comment

  1. Posted 30 stycznia 2013 at 2:08 przed południem | Permalink

    ciekawa informacja

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

*
*