Medialna histeria

Z zasady nie piszę tu o WYDARZENIACH. Wesołowski blog dotyczy mojej lokalnej, wiejskiej egzystencji i lokalnie rodzących się wrażeń oraz myśli. Tym razem w świat osadzony między sosnami, brzozami, olchami i małą rzeką wdarła się Ogólnonarodowa Tragedia.
Długo w noc czytałem jakąś mało poważna książkę. Sobota, więc odsypiałem niespiesznie. Obudził mnie telefon od brata.
- „Katastrofa samolotowa w drodze na uroczystości w Katyniu! Prezydent Kaczyński i 131 innych osób nie żyją!”
- „Żart?”
- „Nie żaden żart. Włącz telewizor.”
- „Nie mam telewizora. Jestem w Starych Brzozach.”
- „To włącz radio”.

Radio mam. I Internet. Kilka wstrząsających informacji powtarzanych w kółko. Jeszcze niewiele wiadomo. Ale pewne, że „Lech Kaczyński z małżonką, prezes NBP, posłowie, biskupi, generalicja… nikt nie ocalał”. Kwadrans po kwadransie dochodzą nowe fakty. A właściwie nowe fakty medialne.
Jakiś ekspert wypowiada się w sprawie przyczyn katastrofy – „Za wcześnie na ostateczne podsumowania ale już można powiedzieć, że to albo błąd pilota albo problem techniczny z przestarzałym samolotem rządowym albo zła pogoda”. Z tej wypowiedzi rozumiem, że ekspert wyklucza zamach terrorystyczny lub zestrzelenie samolotu przez KGB. Sądzę, że rozsądnie.
Były prezydent RP – Wałęsa – zaczyna snuć paralele między tym zdarzeniem, a wydarzeniami sprzed 70 lat i nazywa katastrofę „drugim Katyniem”. Zaczynam czegoś nie rozumieć. Co jest wspólnego między planowym kilkudziesięciotysięcznym ludobójstwem dokonanym z myślą o zagładzie rzeczywistych elit narodu w celu likwidacji jego tożsamości narodowej i zdolności organizacji państwowości, a wypadkiem samolotowym, w którym ginie kilkudziesięciu polityków i działaczy społecznych?
Słyszę nagle, ze zdumieniem, że jakiś reporter opowiada o swojej szansie zawodowej… .
Pojawiają się pierwsze listy tych którzy lecieli z Prezydentem. To chyba nie 132 osoby, a raczej osiemdziesiąt kilka. Tak czy inaczej: Prezydent z Pierwszą Damą, Posłowie, Senatorowie, Prezesi i Przedstawiciele, Generałowie, Hierarchowie Kościoła… . Tragedia dla Polski, dla narodu. Ktoś się pyta: „co stanie się z naszym krajem?, jak teraz będzie wyglądać Polska?”. Nagle dociera do mnie, że nikt nie mówi o śmierci w tej katastrofie tzw „zwykłych ludzi”. Przecież musieli być tam też jacyś ZWYKLI LUDZIE. Jakaś stewardesa, ochroniarz, pilot, może sekretarka, której nazwiska nie czytamy w gazetach. Może nie są powszechnie znani ale tragicznie zmarli w tym samym wypadku. Zupełnie na tych samych zasadach co Pan Prezydent, Eminencja Ks Biskup i Generał. Nikt się nimi nie zajmuje. Tak dalece są medialnie obojętni, że po kilku godzinach – w końcu okazuje się – że nikt nawet nie liczył ich śmierci. Bo ostatecznie to nie osiemdziesiąt kilka ale dziewięćdziesiąt kilka osób zginęło. Niesamowite, ale wciąż nie słyszę o jednostkowym ludzkim wymiarze tego co się stało. Bo przecież nawet Prezydent był człowiekiem, który ma matkę, brata, córkę, jakichś pozazawodowych znajomych. Był CZŁOWIEKIEM. Eminencja Biskup człowiekiem był również. Ktoś, gdzieś jest w szoku, płacze, boi się, nie wie co teraz będzie z jego życiem bo stracił BLISKĄ OSOBĘ. Nie Prezydenta, Prezesa tego czy owego, Szefa Sztabu Generalnego czy Hierarchę.

Ogłoszono żałobę narodową.
Ktoś formułuje twierdzenie jakoby „właśnie zginęła cała elita intelektualna Polski”. Paradoksalnie kilkadziesiąt sekund później odbieram telefon od znajomej studentki humanistycznych studiów zaocznych z wiadomością, że z powodu żałoby narodowej odwołano zajęcia we wszystkich szkołach wyższych. Znowu odnoszę wrażenie, że czegoś nie łapię. Zginęła „cała elita intelektualna” to przestajemy kształcić nową elitę, czy po prostu już nie ma komu kształcić bo wszyscy zginęli? Ale przecież w hymnie RP śpiewamy frazę: „Jeszcze Polska nie zginęła póki MY żyjemy”.
Kolejny były Prezydent snuje przed mikrofonem opowieść, z której wynika, że nie sposób pozbyć się myśli, że cały wypadek ma wymiar mistyczny, a Las Katyński to przeklęte dla Polaków miejsce, gdzie nawet ptaki nie śpiewają…
Premier publicznie wypowiada przekonanie, że wypadek pod Smoleńskiem „to największa tragedia współczesnego świata”. W chwilę później reflektuje się na tyle żeby dodać, że chodzi mu o czas pokoju. Ciekawym co na to ludzie, którzy mieli bliskich 11 września w WTC, co na to inni ludzie, którzy przeżyli tsunami tracąc swoje rodziny i przyjaciół, co na to miliony ludzi w obozach dla uchodźców czasu pokoju – w nocy śniących sceny masakr, a w dzień cierpiących beznadzieję, głód, pragnienie, choroby i bezsensowną śmierć własnych dzieci, co na to inni – doświadczeni przez handlarzy żywym towarem, co na to polskie rodziny tracące w wypadkach samochodowych na polskich drogach co miesiąc ponad setkę bliskich?
Jakiś publicysta formułuje oryginalną myśl, że Katastrofa Katyńska być może jest Zamysłem Boskim przez który Prawda o Katyniu (tym z 1940 r) stanie się powszechnie znana dla Świata. I w pewnym niedopowiedzeniu – dziewięćdziesiąt trupów jest swoistą ofiarą niezbędną dla tego wyższego dobra…
Uzyskuję już pewność, że nasz lokalny świat medialny kompletnie oszalał.

Marszałek Komorowski w orędziu do narodu spokojnie i bezpretensjonalnie mówi nie tylko o ogłoszonej żałobie narodowej, przejęciu obowiązków Prezydenta RP ale w kilku słowach też o ludzkim i indywidualnym wymiarze. Powiew normalności.

Wracam do Warszawy.
Tysiące ludzi na ulicach przeżywają jakiś rodzaj patriotycznej wspólnoty. Zapalają znicze, wykładają kwiaty, wywieszają flagi z kirem. Z radia – obok odczucia „rozpaczy i tragedii” – zaczyna płynąć współczucie i smutek. Ktoś mówi: „państwo polskie sobie poradzi ale ten ból bliskich ofiar katastrofy…”.

Nie identyfikuję, się z poczuciem tragedii narodowej, choć wiem, że czeka nas małe zawirowanie polityczne. Z pewnością nie wierzę w utratę „polskich elit intelektualnych” – mam nadzieję i przekonanie, że mamy w Polsce takie elity nie kilkudziesięcioosobowe, a przynajmniej kilkudziesięciotysięczne. Doceniam wielką indywidualność i doświadczenie wielu zmarłych dziś osób ale byłoby naprawdę źle gdyby Państwo i Naród opierały się na nich jak na filarach, bez których cały gmach się zawala.
Prywatnie znałem dwie osoby, które zginęły w wypadku pod Smoleńskiem. Niezbyt blisko ale nie są dla mnie anonimowe. Z jedną z nich uczestniczyłem kilka miesięcy temu w pogrzebie matki i stypie, a z drugą widywaliśmy się na tangowym parkiecie w Złotej Milondze. Szczerze żal mi ich bliskich i nich samych. Byli ważni przede wszystkim przez to jacy byli prywatnie. Mieli też swoje plany, marzenia, pragnienia, których już nie będzie dalszego ciągu…

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

*
*