Nasz ekosystem i sałatka łąkowa

Nie lubię przydomowych strzyżonych trawników. Kojarzą mi się z tekturowymi makietami w działach sprzedaży deweloperów, malowaniem trawy na zielono w Ludowym Wojsku Polskim i kolejką PIKO, do której zawsze większe prawa miał starszy brat.

Nasz dom leży wśród naturalnych pastwisk. Od niepamiętnych czasów nikt tu niczym nie nawoził czego nie zostawiłyby po sobie niezliczone rośliny, grzyby, ptaki, owady, krowy, zające, sarny, jelenie czy dziki. Większość terenu nie jest też czymkolwiek obsiewana. Ot, taka naturalna ekstensywna gospodarka.
Można by użyć tu modnego określenia – „ekologiczna”. Nie lubię jednak tego słowa jeszcze bardziej niż trawników. Zbyt kojarzy mi się z „działaczami”, którzy głównie zajmują się własnym dobrym samopoczuciem, a kreują się na współczesnych bohaterów nigdy nie doświadczywszy bohaterstwa utrzymania rodziny z 20 hektarów słabej ziemi bez kapitału na uruchomienie np. nowoczesnego gospodarstwa warzywniczego („ekologicznego” lub nie). „Ekologia” zbyt często pojawia się w kontekście blokowania budowy mostu czy autostrady „w ochronie rzadkich gatunków gniazdujących tam ptaków (ślimaków, żab, chrząszczy – niepotrzebne skreślić)”. Zazwyczaj „odszkodowanie” wypłacone odpowiedniej „organizacji” przez inwestora rozwiązuje problem gniazdowania (za milion czy dwa daje się np. przenieść gniazdo z pierzastymi rodzicami w inne miejsce albo dwie kłody z chrząszczami). „Ekologia” nadmiernie przywołuje mi na myśl bezmyślnie niszczycielskie kidyś walki „działaczy” na tysiącach hektarów rozlewisk Biebrzy z ich unikalną fałną i florą. Niektórym „Działaczom” wydawało się, że drobni rolnicy wypasający tam od setek lat swoje nieliczne krówki nie są częścią ekosystemu, a koszenie trzcin to „dewastowanie środowiska”. Za to dziś „ekologowie” organizują na tym terenie zawody w sianokosach łąk bagiennych (poważnie!), a do tego uzyskują dotacje na te amatorsko-wakacyjne działania ze środków publicznych. „Ekologowie” chroniący bez opamiętania bobra – największego szkodnika wśród polskich ssaków – odpowiedzialni za niszczenie przez tego gryzonia milionów (bez żadnej przesady) starych drzew, jednocześnie „walczą” o pozostawienie wzdłuż dawnych dróg starodrzewu, o który zabijają się rocznie setki ludzi. W dodatku przez przydrożny starodrzew nie sposób zrobić pobocza, na którym można by było zatrzymać samochód aby się wysikać. A przecież wiadomo, że jak komuś pęka pęcherz to się zaczyna śpieszyć no i kolejny wypadek gotowy. Wyświechtane słowo „ekologia” budzi we mnie odruch żeby natychmiast udać się do toalety. Na wszelki wypadek. Żeby nie spowodować jakiegoś wypadku.
Lubię patrzeć na nasze krowy pasące się całą dobę na półdzikich łąkach i podrzucić czasem krowi placek pod krzak róży bez nadawania temu jakichkolwiek dodatkowych znaczeń.

090628_noc1

Wracając jednak do trawników – ponieważ dzika przyroda silnie konkuruje z człowiekiem i jak można się przekonać właściwie jest niezniszczalna w swojej naturze, to w drugiej połowie czerwca nieodzowne jest stoczyć nie ekologiczną walkę z ziołami. Zioła próbują na siłę zawładnąć Światem i właściwie nie wiem dlaczego jeszcze nie ma kolejnego filmu z Bondem, Jamesem Bondem, rozprawiającym się z prawoślazem, kocanką piaskową, mniszkiem lekarskim, babką lancetowatą i zastępami dzikiego szczawiu. Z moich obserwacji wynika, że przyroda nie chce zgodnie z życzeniami „działaczy” pozostać w jakiejś stałej formie jak na fotografii. Jest krwiożerczym, ekspansywnym – a co najważniejsze – nieprawdopodobnie elastycznym metasystemem naturalnie zmieniającym się jakościowo i ilościowo po to, aby wcisnąć się w dowolnie ciasną szparkę i zasiedlić np. nie używany od zimy gumiak spokojnie czekający w składziku na jesienną słotę. Osobiście w obronie rodziny, przyjaciół i w ogóle Ludzkości – w zastępstwie Bonda, Jamesa Bonda – biorę kosę spalinową i dekapituję zioła na odległość 10-15 m od ścian budynków. Oczywiście jest to działanie na wskroś „nie ekologiczne”.

090628_kosa3_small1

Po pierwsze hałas, benzyna i tak dalej. Właściwie jak się zastanowić, to wszelkie bohaterskie czyny od dawien dawna wiążą się ze spadającymi głowami, są absolutnie nie ekologiczne i głośne. Te lasy wycinane aby zbudować warownie, wały ziemne bez poszanowania lokalnej przyrody, zasypywane solą gaje oliwne i winnice aby wróg już nigdy nie mógł jeść ulubionych potraw, zmiany kierunków rzek aby była fosa lub odwrotnie – żeby ją komuś spuścić, dymiące kuźnie aby wykuć oręż. No i w końcu szczęk tegoż oręża jakżesz odmienny od śpiewu ptaków czy naturalnego zawodzenia wichru… No z zawodzeniem przesadziłem bo ostatecznie zamiast wichru naturalnie zawodzili ranni z odrąbanymi ramionami, wykłutymi oczami, wyprutymi flakami. Również zawodziły wdowy po bohaterach i ich dzieci. Współcześni bohaterowie najczęściej rozbijają samochody, rozjeżdżają stragany z warzywami i ptactwem (żywym lub nie), niemiłosiernie tłuką czym i co popadnie. Naprawdę tylko nieliczni w obronie kwiatka w doniczce są w stanie zniszczyć kompanię antyterrorystów i kamienicę czynszową. A na koniec i tak koniecznie coś wysadzają w powietrze i skaczą w zwolnionym tempie w kierunku naszego ekranu grożąc jego stłuczeniem.
Po drugie dekapitując zioła – czy chcę czy nie chcę – ścinam wiele gatunków prawem chronionych, a nawet ściśle chronionych.

090628_ziola003_small

Dla mnie nie ma wyjścia. Dosłownie. Nie sposób wyjść z domu, żeby czegoś chronionego nie nadepnąć. Oczywiście można czuć się winnym z tego powodu. Lub nie. Ja zwyczajnie przyjmuję, że jestem częścią ekosystemu.

090628_ziola002_small

Postawiliśmy dom w miejscu gdzie z pewnością nigdy nikt nie mieszkał i jakoś zakłóciliśmy miejscową równowagę. Lis, który miał norę tam gdzie dziś stoją fundamenty przeniósł się trzysta metrów dalej pod las. Wydaje się, że w końcu zabił go borsuk, któremu nie podobało się mieszkanie na górce, a spodobała się gotowa lisia nora pod korzeniami sosny. Krowy musiały zmienić swoje przyzwyczajenia – nie wpuszczamy ich w bezpośrednie sąsiedztwo domu, a lubiły tu poprzednio wylegiwać się. Brak wyskubywania wszystkiego co zielone, brak ton naturalnego nawozu i hektolitrów krowiego moczu spowodowały znaczące zmiany flory i fauny (np. zniknęły żuczki gnojniki, a pojawiły się zające). Być może zginęło na kilku hektarach kilka gatunków chronionych. Może przybyło kilka innych. Dom jeszcze na etapie budowy zasiedliły setki ptaków wciskających się wszędzie, a wcześniej ich tu nie było. Gniazda na obelkowaniach, na parapetach za okiennicami, pod dachem, nad drzwiami. Ptaki robią kupy. Co prawda te nad drzwiami podobno na szczęście. Ich jazgot okresowo trochę przeszkadza (nawet jeśli są piękne i rzadkie). Miałem nadzieję, że wyprowadzą się do budek lęgowych ale po zainstalowaniu 65 ptasich domków po prostu więcej ptaków robi kupy i drze się również koło domu. W tym roku pojawiły się dodatkowo nietoperze. Na temat nietoperzy mam pozytywne zdanie bo zjadają dużo ciem i komarów. Trochę dosadzonych drzew i krzewów w połączeniu z brakiem krów powoduje wysyp grzybów „w ogródku”. Grzyby ściągają „obcych letników”, a tego nie lubię. Odtworzona stara melioracja częściowo osuszyła łąki (giną rośliny chronione) ale wprowadziła żaby do stawu i jaszczurki tam gdzie bardziej sucho. Same zmiany. Choć nie do końca – żurawie jak wrzeszczały tak wrzeszczą.

090628_ziola004_small

„Działacze” gdyby tylko to wszystko wiedzieli naciągnęliby zapewne kogoś na parę milionów aby móc wypłacić sobie skromne honoraria eksperckie za dokonanie analizy tej złożonej „interwencji w ekosystem”.
Tymczasem podam prosty przepis na prostą sałatkę łąkową Joanny.

SAŁATKA ZE SZCZAWIU I TRUSKAWEK Z PECORINO.
SKŁADNIKI
Idź na łąkę i nazbieraj młodego szczawiu (dwie garści na osobę).
Na lokalnym bazaru kup lokalne truskawki (10-15 dkg na osobę) oraz miód (półpłynny o ostrawym smaku). Zamiast miodu można użyć syrop malinowy lub z dzikiej róży. Można zamiast truskawek nazbierać na brzegu lasu poziomki (nie wysyłaj w tym celu dzieci bo najpierw będą wszystko zjadać, a później się znudzą i i tak zbieranie wyląduje na twojej głowie).
W dobrym sklepie nabądź włoski ser starzony (2-3 dkg na osobę) – najlepiej pecorino (ale może być grana padano albo parmezan). Kup też ocet balsamiczny (im starszy tym lepiej).
Pieprz pewnie masz w domu i oliwę z oliwek z pierwszego tłoczenia też.
WYKONANIE
Szczaw należy umyć w zimnej wodzie, obciąć wystające łodyżki i wysuszyć (wirówką do sałaty albo zawinąć w suchą ścierkę i zrobić śmigło nad głową). Następnie przerwać/przeciąć listki (może być hurtowo) na pół.
Truskawki po umyciu, odsączeniu i oskubaniu przeciąć na pół (te wielkie na 4 części). Poziomki też trzeba umyć (pasożyty są w lesie i próbują nas zabić), osuszyć i przeciąć (chodzi o wymianę sosików).
Wrzuć owoce do zieleniny.
Zmieszaj balsamico z miodem (lub syropem) – w równych proporcjach pół łyżki każdego składnika na osobę i dodaj kilka kropli (na osobę) oliwy z oliwek. Wlej do sałatki i bardzo delikatnie przemieszaj.
Utrzyj ser na grubej tarce tak żeby były to grube wióry lub cienkie płatki, a nie serowy mech.
SERWOWANIE
Nałóż sałatkę na talerze (wzgórki na środek bez paćkania reszty talerza). Talerze najlepiej białe.
Połóż na wierzchu każdego sałatkowego wzgórka kopkę serowych wiórów, pokrop je kilkoma kroplami oliwy i popieprz grubo zmielonym pieprzem (ilość zgodna z upodobaniami).
Jeśli lubisz takie dekoracje – na wierzchu połóż jeszcze małą truskawkę z zieloną rozetką i możesz na talerzu wykonać artystyczny zawijas z sosu (trzeba go wówczas zrobić więcej).
Całość jemy widelcem i nożem.

090628_poziomki_small

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

*
*